| Ostania aktualizacja 2012-02-12 |
|
Katalog ZÜNDAPP KS 750 Katalog ZÜNDAPP KS 600
Viersen/Zurych/Genua/Tunis. Tunezja północna Tunezja środkowa Na południe Tunezji Sahara piaszczysta Sahara skalista Powrót do piaskownicy Tunezja centralna Powrót do Tunisu Video relacja
Łożyska główki ramy- Steuer. Układ zasilania Gaźnik-Vergaser R75-regulacja Oferta-tropem kłamstwa Tendencje rynkowe Kolektor wydechowy KS 750 Kolektor wydechowy BMW R75 Zbiornik paliwa Iskrownik-Magneto Noris ZGa2 Top Magneto Noris ZGa2 Wał korbowy-Kurbelwelle KS 750 Układ hamulcowy - Bremse UWAGA! Kupujesz weterana? Tachometer Wirbelluftfilter Luftfilter BMW R75 Prądnica-Lichtmaschine
Spawanie aluminium Wały korbowe
Historia BMW R 75 Historia BMW R75 cz.II Jak lakierowano... Notek Mój Zündapp KS 750
Australia 2006 Islandia Zimą przez Norwegię Pireneje 2005 cz.1 Pireneje 2005 cz.2
|
Sahara skalista Jedziemy droga serwisową bardziej na wschód. Służy ona poprowadzonemu tutaj rurociągowi (Pipeline). W pewny momencie opuszczamy asfaltowana drogę i skrótami udajemy się w kierunku Chenini, gdzie podobno warte zobaczenia są „mieszkania” wydrążone w skalistej górze. Powoli zapada zmierzch i tym razem znajdujemy bardzo dobre, osłonięte od wiatru miejsce na obozowisko.
Uzgodniliśmy trasę na dziś a okazało się, że szlak wiedzie bardziej na południe. Ponieważ biegnie jednak w miarę równolegle do zaplanowanej drogi nie przejmujemy się zanadto. Trakt jest gęsto usłany kamieniami ale gdzieniegdzie pojawiają się piaszczyste odcinki. Unimog i Yamaha nie mają najmniejszych problemów z ich pokonaniem.
Po prawej stronie w odległości pół kilometra dostrzegamy małą wieżę ciśnień. Ogniwa elektryczne dostarczają energię pompom tłoczącym wodę do wieży skąd rozprowadzana jest, miedzy innymi, do poidła, przy którym widzimy spora grupę wielbłądów. Dostrzegając nasze zbliżające się pojazdy, wielbłądy majestatycznie oddalają się. Po chwili jednak zaczynają zataczać kilkusetmetrowe koło i powoli zbliżają się do nas. Pierwsze sztuki przełamują lęk i ostrożnie podchodzą do wodopoju. Po chwili cala gromada chciwie pije wodę.
![]() ![]() ![]() Krajobraz zmienia się. Wzniesienia są coraz wyższe. W niewielkich dolinach widzimy efekty ludzkiej pracy. Doliny poprzedzielane są sztucznie usypanymi wałami. Zatrzymują one, w momencie opadu tak rzadkiego tutaj deszczu, wodę. Na wielu poletkach widać sukcesy człowieka w walce z pustynią. Spotkać tu można palmy daktylowe lub drzewa oliwne. Monotonie brązów łamie często występująca niewielkimi płachtami soczysta zieleń trawy.
Przegapiliśmy kolejny zjazd na skrót i w efekcie lądujemy w miejscowości Taoutine.Zatrzymujemy sie i uzupełniamy zapasy. Tankujemy także paliwo. Co prawda niewiele możemy dolać do prawie pełnych zbiorników ale w myśl przysłowia „lepiej nosić niż się prosić”, nalewamy pod korek.
Docieramy do Chenini ale zapadający zmrok skłania nas do ominięcia osiedla i jedziemy nieco dalej by znaleźć dobre miejsc na obozowisko. Po kilku kilometrach zjeżdżamy z drogi w lewo i po około 200 metrach znajdujemy kępę palm tuż przy studni. Tu zatrzymujemy się na noc.
![]() Współrzędne tego miejsca N 32°53.828 E 10°14.960
Miejsce gdzie obozowaliśmy było wyjątkowo ciche. W nocy praktycznie nie było żadnego ruchu. Nieliczne pojawiające się nieopodal samochody były z naszego miejsca niesłyszalne. Krótko, nie dłużej niż 10 minut, w środku nocy dął silny wiatr. Nasz Unimog rozkołysał sie na boki a Christoph śpiący pod płachtą namiotowa stoczył heroiczny bój o jej zachowanie. Wiatr, jak szybko się pojawił tak samo szybko ucichł. Mogliśmy już spać spokojnie.
![]() Christoph. Muszę poświęcić mu kilka słów. Dla mnie jest uosobieniem prawdziwego twardziela i motocyklisty. Gdy go spotkaliśmy miał przy sobie: małą matę, niewielki śpiwór, jedną zmianę bielizny oraz litrową butelkę wody, dwa banany i małą torebkę daktyli. Widoczną na zdjęciu płachtę namiotową wyjątkowo zgodził się pożyczyć od nas. I najważniejsze. Znakomicie jeździ motocyklem.
Rano po śniadaniu jedziemy do Chenini aby z bliska obejrzeć wydrążone w skalach mieszkania. Większość z nich jest opuszczona i rzec można zdewastowana.
![]() Postanawiamy jechać dalej w kierunku Ghoumrassen. Tam zaczyna się górski szlak. Zamierzamy dotrzeć nim do drogi serwisowej rurociągu, a potem dojechać do campingu w Douz. Christoph ma jeszcze kilka dni urlopu i chce go wykorzystać na jazdę wzdłuż wybrzeża. W tym miejscu nasze drogi sie rozchodzą.
![]() Niebo nad nami pokryte jest ciężkimi chmurami. Ale czy będzie z tego deszcz? Nie, nie będzie, stwierdza kapitan pełniący służbę w wojskowym punkcie kontrolnym. Ostatni raz spadło tutaj 20 mm deszczu przed trzema miesiącami. Następny opad spodziewany jest w styczniu albo jeszcze później.
Jedziemy przez góry. Krajobraz jest naprawdę interesujący ale wjechawszy na szlak prowadzący po wyżynie natykamy się na bardzo silny wiatr. Droga przypomina pralkę i powoduje nieprzyjemne trzęsienie całego pojazdu. Przed nami kłębią się pasma lotnego piasku i momentalnie tworzą niewielkie wydmy. Obaj odnosimy wrażenie, że znaleźliśmy się w sercu zimowej zamieci.
Na drodze serwisowej mijamy grupę siedmiu białych Toyot pełnych pasażerów. To zorganizowani turyści. Łatwo ich rozpoznać, bo ani oni, ani kierowcy nie odpowiadają na pozdrowienia.
Droga prowadząca wzdłuż rurociągu jest niewyobrażalnie monotonna.
Na campingu w Douz spotykamy pięć Nissanów ze Słowenii. Jeden z samochodów podczas wyprawy do Tambaim zniszczył przedni napęd.
Niewysłowioną przyjemność sprawił nam ciepły prysznic I przebranie się w czystą odzież. Powrót do „cywilizacji” ma także swoje zalety. |